Szkolna sesja fotograficzna to nie lada wyzwanie! Żeby zakończyła się sukcesem, trzeba zadbać o wiele detali przed, w trakcie i po, a i tak nie ma gwarancji, że wszystko się na pewno uda. Postaram się opowiedzieć jak ten proces wyglądał w przypadku zdjęć wykonanych przeze mnie w Społecznej Szkole Podstawowej im. Lady Sue Ryder w Niepołomicach.  

PRZYGOTOWANIA

Przed rozpoczęciem zdjęć należy wszystko dobrze zaplanować i przygotować. Harmonogram, przesłany wcześniej rodzicom zakładał wykonanie zdjęć pięciu klasom dziennie przez cztery dni z rzędu, łącznie grupie ok. pięciuset dzieci. Na jedną klasę przypadało więc 45 minut, w trakcie których trzeba było zdążyć ze zdjęciami grupowymi oraz indywidualnymi. Skoro zaś mowa o indywiduanych – tu pomysł był taki aby, poza bliskimi portretami, w planie amerykańskim bądź średnim wykorzystać rekwizyty w postaci różnokolorowych atrap książek oraz ramek fotograficznych z logo szkoły.   

WYKONANIE SESJI

Sesja, choć wsparta obecnością mojej żony, która przygotowywała dzieci, była jedną wielką walką z czasem. Rekwizyty okazały się strzałem w dziesiątkę, zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania i poza lekcjami nawet każda szkolna przerwa była wykorzystywana na zdjęcia. Muszę przyznać, że po 5-6 godzinach fotografowania w takim tempie oraz szkolnym “hałasie” na koniec dnia brakowało już trochę sił na ponowne zebranie sprzętu…. 

PO SESJI

Od samego początku miałem pomysł, aby proces zamawiania zdjęć był inny od tego, którego wcześniej sam doświadczałem jako rodzic. Otóż fotograf drukował dosłownie wszystkie zdjęcia i wręczał je dzieciom, które następnie albo za nie płaciły, albo oddawały. Nie podobał mi się ten chwyt psychologiczny, który w niekomfortowej sytuacji stawiał tych rodziców, którzy nie chcieli bądź nie mogli zdjęć zamówić i musieli poprzez dzieci je zwrócić. Ponadto jak sporo papieru marnowało się na zdjęcia, które mimo wszystko nie znalazły odbiorców. Wreszcie, na zdrowy rozsądek, jak tani (czyli o jak słabej jakości) musiał być wydruk wszystkich zdjęć, skoro i tak był opłacalny nawet przy sprzedaży ich części…

A więc mój pomysł był oparty na prezentacji wcześniej wyretuszowanych zdjęć na internetowym dysku, do którego dostęp otrzymali rodzice. Każdy mógł wcześniej obejrzeć fotografie swojego dziecka/dzieci i zdecydować czy i ewentualnie jaki wariant spośród przedstawionej wcześniej oferty wybiera, Dzięki temu nie mogło być mowy o zwrotach a każdy płacił tylko i wyłącznie za swoje zdjęcia, dzięki czemu mogły być wydrukowane na znacznie lepszym papierze. 

Poniżej kilka przykładowych zdjęć zdjęć.